RSS
piątek, 01 sierpnia 2008
village punx never die
village punx never die

I przekują glany swe na gumofilce i miast destrukcji
i zgorszenia nawozy azotowe siać będą - tak gdzieś
musiało być napisane. gdybyś więcej czytał,
mniej byś sie teraz dziwił - mówię sobie
podobnie jak w setkach wcześniejszych sytuacji.
ale tymczasem

**

ale tymczasem mam inne lektury.
Jeżeli Pani/ Pana kwalifikacje okażą się wystarczające
dział rekrutacji się z Panem/Panią skontaktować
czytam klaskaniem z radości z tego powodu mając
obrzękłe lewice. obie. bo dobry Bóg chcąc jakoś
doświadczyć żonę i córkę dał im ojca co
produkuje metafory wydajnie jak
niemiecka fabryka śrubek
a zwykły klęcznik dla kościoła w K.
kosztowałby go dwie doby,
sto rzuconych kurewmaci
i jeden złamany palec.

***

miało być błyskotliwie
a wyszło banalnie i naiwnie, pisze pan krytyk
a mnie szlag mnie trafia. nie z powodu urażonej
miłości własnej, a z zazdrości.
w dwóch wersach zawarł więcej prawdy o życiu,
niż ja zawrę w którymkolwiek wierszu.
21:57, janurz1
Link Dodaj komentarz »
lud Izraela na wszelki wypadek wybiera żelazny
nie rozumiałem prawie niczego, zawsze
znajdowałem drogę. chodziło o to,
że prawda ma zapach wody, po nitkach
w powietrzu szło się jak po żelaznym moście.

teraz rozumiem więcej, wiem, że żelazo jest
pewniejsze od pajęczej sieci.

zataczam węsząc coraz szersze kręgi.
21:47, janurz1
Link Dodaj komentarz »
Nieszpór


Pan cię okryje skrzydłami swoimi, nie ulękniesz się strachu nocnego,
mówi głos w radiu. i faktycznie, pola już całe w pierzu, bac się
nie ma czego, zbyt wiele śniegu dzieli nas od ludzi. Znów patrzę
na ciebie, zanim się obudzisz i krzykiem powiesz światu stanowcze
,,być może''. na razie poprawiam, co się da. lepiej ułożę koc,
dotknę rąk, czy aby nie chłodne. powtarzam jeszcze raz te wszystkie drobne
rytuały, które mają odpędzać zimno, a jest w nich coś co przetrwa nawet
gdy zaokienna ciemnosć będzie już we mnie. więc spokojnieję, jakbym
już był pewien tego, że Pan cię okryje swymi skrzydłami, nie ulękniesz się
strachu nocnego.
21:47, janurz1
Link Dodaj komentarz »
patron
nad łóżeczkiem małej czuwa święty Jerzy, porządny, z mosiądzu.
końcem miecza mierzy w wijące się cielsko albo w budzik ,,Sława''
między wężem a koniem. ostateczna rozprawa ze złem w dwóch postaciach,
a może coś jeszcze? Za ścianą u sąsiada spiker próbuje zmieścić
w słowach ledwie żywego języka świat, którego nie ma. rząd, banki
i giełda zapełniają schemat skrojony na miarę bajki na dobranoc,
której wciąż chce się słuchać, choć codziennie to samo kojące
placebo zakleja źrenice, a powinny być raną, która się nie goi.
święty, którego, mówią, nie ma, skoro już tu stoisz, broń jej
przed tym światem, który ponoć jest. ty znasz się
na walce z nieistniejącym złem.
21:46, janurz1
Link Dodaj komentarz »
piątek, 09 listopada 2007
adwent
niewiele da się zrobić. zaślepić kontakty,
okleić krawędzie, zakryć wszystkie kanty,
a i tak cię czeka tyle zaślepień,
krawędzi i kantów że się nie da powiedzieć.
nawet myśleć nie śmiem o tej stronie winien
po której będę widniał, gdy po stronie ma będzie
świat i jego piękne widma fal bólu,
bardzo brzydkie tęcze wszystkich odkryć,
luk w prawach, za które głową będę ręczyć.
więc czytam ci wiersze. sadzę drzewa.
drewno suszę. słyszysz? szmer wersów,
szum lasu, trzask sęków wśród ciszy.
18:40, janurz1
Link Komentarze (1) »
środa, 31 października 2007
zona.
to ta część podskórna, kwartał zadżumionych
tam się wraca nocą, by wynieść chorobę-
nieznaczne wahania, obcy martwy język,
linie tamtych ulic, które przetną dłonie.

dzień jest tylko echem odbitym od strefy,
ona wraca, przerasta, łamie czas na połowy
granica jest niema, przy przejściu oddaje
pojedynczy i cichy ostrzegawczy strzał
w głowę.
22:46, janurz1
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 października 2007
czużyna


tamto miasto mnie sobie przyśniło jeszcze na chwilę
powstały z martwych pól lusterek i kamer straszę
siebie, bo nikt nie widzi. tylko muzyka się boi,
muzyka nie wraca, wysyła tylko echo, żebym sie odczepił.
łamię sobie serce nad wracaniem; łamę, bo tak sie tam mówi.
to takie równanie - nie ma niewiadomych, wiadoma jest niema.
13:16, janurz1
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 lipca 2007
rzeka
okręcasz się na palcach. idziesz.
w tym pustym miejscu już kiełkuje czas, ale
to zawieszona obietnica. na zawsze
zostanie ten stukot obcasów we wszystkich

kawałkach, których słuchaliśmy. i pewność.
okręcasz się na palcach. idziesz.
przed tobą już majaczy ta sama rzeka, ale
to zawieszona obietnica. na zawsze.
15:03, janurz1
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 czerwca 2007
pogranicza


tak, tu była granica. psy nie spały, wstyd patrzył
palce pod napięciem ciągnęły się stąd do oporu
linie na mapach gięły, cięły rzeki przy ujściach
fale wzbierały, jeżyły języki aż

wszystko się zatarło, obcości się zmieszały
ich ciążenie spokojnie dojrzało w pogranicznej ciszy.
granice są po to, żeby uśpić czujność.
14:14, janurz1
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 czerwca 2007
fala.


oszukani przez muzykę okłamani przez bluesy
the answer my friend jest w fakcie i metrze
równie dobrze jak w taktach i rozczochranych wersach,
wróżbach z lotu niusów, wnętrzności laptopów
bitów łapanych w sidła z izolowanego drutu

są reklamy proszków, wspaniałe billboardy
naród i pielgrzymstwo, objawiony koran
wąż trawiący słonia, dziecko co przelewa
do dołka ocean, w który się trzeba zanurzyć
i pić go, wypić cały, zamykając oczy.
22:16, janurz1
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4